Moj papirus...

Przyszlosc nalezy do tych, ktorzy wierza w piekno swoich marzen :)))

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Jak we śnie kieruję się za pasażerami w kierunku wyjcia, by opuscić pokład. Serce drży, ale jestem gotowa na to spotkanie. Kiedy znalazłam się za drzwiami samolotu, w jednej chwili RA otulił mnie w swymi gorącymi ramionami.W tej jednej chwili wiedziałąm, że ON też oczekiwał naszego spotkania. Nieprzytomna ze szczęścia schodziłam po schodach w dół nie widząc i nie słysząc nikogo wokół. W tej chwili byłam tylko ja i ON.
- Hej, jesteś obecna czy nieprzytomna? – jak zza siedmiu gór dotarł do mnie głos mojego Faraonka, który jednoceśnie chwycił mnie za rękę. – Mówię do ciebie, ale nic do ciebie nie dociera. Obudz się, habibi, jesteśmy na miejscu – i posłał mi swój czarujący uśmiech.
- Wiem. Po tylu latach wyczekiwania czuję tą ziemię pod stopami i cała jej historia otwiera się nagle przede mną, jak rozwijana rola papirusu. Tego co w tej chwili czuję, nie da się ubrać w słowa, skarbie.
Siedzimy w autokarze, który wiezie nas w kierunku lotniska. Wyciągam kamerę i staram się uchwycić wszystko to, co się wokół mnie dzieje. Nie mam pojęcia na jak długo wystarczy mi tej energii wziąwszy pod uwagę, że jestem praktycznie ponad 31 godzin bez snu. Ale miłość podobno czyni cuda – i właśnie tego doświadczam.
Docieram do lotniska. Po przejściu odprawy paszportowo-bagażowej, nareszcie ruszamy ku wyjściu. Tutaj napotykam poubieranychi w tradycyjne galobeje mężczyzn popychających przed sobą równie nietypowe - jak dla nas europejczyków, „wózki”, do przewożenia bagażu. Natychmiast zorientowałam się, że są to tzw. „mafie transportowe”, które chcą zdobyć dla siebie jak najwięcej „ofiar” – o czym napiszę pózniej.
Widok tych mężczyzn podziałał na mnie mimo lejącego się z nieba żaru, jak zimny prysznic. Gwar, bieganina, przepychanki, krzyki w niezrozumiałym dla mnie języku, wszystko to sprawiało, że nagle poczułam sie tak, jakbym znalazła się na innej planecie.
- I co teraz? – zapytałam ciągnącego za sobą walizy Faraonka.
- Rozglądaj sie za autokarem z napisem: CATARACT. To jest nasz hotel. Wzrok mój zaczął przebiegac po tablicach umieszczonych w autokarach stojących w rzędzie naprzeciw lotniska i nagle.... Jest!!!!!!!! – Tam stoi – wskazałam kierunek wyciągniętą dłonią, i w tym samym momencie usłyszeliśmy przez megafon męski głos odczytujący nasze nazwisko. Podniosłam rękę do góry sygnalizując, że jesteśmy. Po chwili byli już obok nas dwaj panowie ubrani w hotelowe uniformy. Jeden z nich wziął nasze walizy, a drugi prowadził nas do atokaru. Siedząc już w klimatyzowanym autokarze, po raz pierwszy w życiu cieszyłam sięz faktu, że mam przy sobie tak znakomitego tłumacza tego niezrozumiałego (jak dotąd), dla mnie języka w osobie mojego Faraonka. Po paru minutach autokar rusza, a ja jak „nawiedzona”, rejestruję kamerą wszystko.
Do hotelu dotarliśmy w niespełna pół godziny. Po szybkim załatwieniu formalności meldunkowych otrzymujemy klucz i ruszamy do naszego pokoju. Pokój wita mnie przyjemnym chłodem płynącym z klimatyzacji. Pomimo zmęczenia które coraz bardziej daje o sobie znać, podchodzę do drzwi balkonu, odsuwam ciężką kotarę, otwieram drzwi i wychodzę na balkon. Widok jest zniewalający. Całe terytorium hotelowe tworzą domki jednopiętrowe, które mieszczą w sobie cztery lub osiem apartamentów, a na zewnątrz łudząco przypominaja domki wielorodzinne. Tylko trzy budynki różnią się swoją fasadą od pozostałych. Jest to Recepcja – od strony północnej, a zarazem główne wejście do hotelu. Wejście zachodnie - wiodące jednocześnie na plażę hotelową, (która znajduje się zaledwie 50 metrów), oraz wejście wschodnie, wiodące wprost na główną ulicę, a zarazem deptak w Sharm – El – Sheikh. Zabudowa hotelu dominuje nad pozostałymi nie tylko swoją wielkością, ale także architekturą. Wewnętrzna powierzchnia hotelowa zajmuje, (ok. 80 procent całego terytorium), położony w centrum duży basen z krystalicznie czystą wodą. Wokół niego na zielonej wykładzinie imitującej soczystą barwę trawy, stoją rozstawione leżaki i parasole z egzotycznymi kapeluszami. Całość uzupełniają cztery barki plażowe serwujące zimne jak i ciepłe napoje typu: kawa czy herbata. Jest tu także punkt wypożyczalni ręczników, takie ładne: w biało – żółte pasy. No i dużo, dużo wokół zieleni, co nie sposób niezauważyć. Mnóstwo przeróżnych egzotycznych krzaków i drzew, np. Figowiec, który tutaj rośnie jako znacznych rozmiarów drzewo. Teren basenu wraz z jego zapleczem jest położony wyżej – co znacznie go wyróżnia, tworząc jakby środkową platformę na którą prowadzą schodki.

c.d.n
Tagi: .....
24.05.2012 o godz. 20:33
W oczekiwaniu na odprawe paszportowa siedzielismy obok siebie w milczeniu. Owszem, Faraonek probowal mnie zagadywac ale ja myslami bylam daleko od otaczajacej mnie rzeczywistosci.
O 9.30 siedze juz w samolocie linii Lufthansa, a o godz. 9.40 samolot zaczyna kolowac i wkrotce wznosze sie pod niebo. Co za wspaniale uczucie bo wiem, ze kazda chwila lotu przybliza mnie do Niego. Nagle poczulam delikatne glaskanie po dloni, a po chwili Faraonek szepnal mi do ucha: " No wreszcie lecisz na spotkanie ze swoim ukochanym. I jak sie czujesz?"
Hmm.. dobre pytanie: Jak sie czuje? Zebym ja umiala ujac w slowa, co sie we mnie teraz dzieje. Wszystkie uczucia mieszaja sie ze soba: radosc, oczekiwanie, emocja... Trudno okreslic ale wiem napewno, ze jestem podekscytowana i chcialabym jak najpredzej juz stanac oko w oko z moja miloscia. Wiedziec, jak wyglada, wchlaniac jego zapach , atmosfere - jak wchlania sie aromat ktory pobudza zmysly doznan. Wiem, czuje to, ze On odkryje przede mna niejedna twarz i ta swiadomosc rozpala moje zmysly wyobrazni tak bardzo, ze pragne juz, teraz, natychmiast rzucic sie w Jego ramiona, wtulic sie w nie az do zatracenia, aby zrekompensowac sobie te wszystkie lata oczekiwan na to spotkanie.
O 9.30 siedze juz w samolocie linii Lufthansa, a o godz. 9.40 samolot zaczyna kolowac i wkrotce wznosze sie pod niebo. Co za wspaniale uczucie wiedziec, ze kazda chwila lotu przybliza mnie do Niego.
Faraonek widzac, ze nie ma we mnie tym razem rozmownej towarzyszki podrozy, rozlozyl sie wygodnie i spi. Ja wyciaglam swoj Dziennik i staram sie notowac wszystkie moje mysli, a nie jest to latwe.
Mimo, ze nie wiele spalam czuje sie w takiej kondycji jak nigdy chyba w zyciu. Im bardziej sie zblizac do Niego, tym mocniej bije serce i narasta oczekiwanie. W pewnej chwili nie moge pisac, bo nie klei mi sie zadna mysl. Chyba zwariuje!!
Spogladam na szczyty Alp ktore wznosza sie majestatycznie, pokryte puchem snieznym, a ktorych kresu stad nie dostrzegam.
Wyciagam krzyzowki aby skierowac mysli na inne "tory". Jednak proba rozwiazania chocby jednego hasla spelza na niczym. Moje wszystkie mysli kraza wokol tego, z ktorym po raz pierwszy mam stanac oko w oko.
Znowu wpadam w swiat moich wyobrazni i trwam tam az do momentu, gdy oko moje rejestruje sposrod bezkresu zlewajacego sie morza i nieba - wylaniajace sie greckie wyspy. Moj mozg posyla impuls, ze przede mna maluja sie Ateny w calej swej okazalosci.
Po paru minutach znowu rozposciera sie przed mymi oczami bezkres morza. Jak we snie zaczynam konsumowac podany mi "lotniczy posilek" nie kontaktujac, co jem i jak to smakuje. Jestem wylaczona z otaczajacego mnie swiata pokladu samolotu. Znajduje sie w galaktyce Marzen - ktore sie spelniaja.
Nie mam pojecia ile czasu uplynelo, (bo ten czas dla mnie od chwili startu samolotu nie istnieje), intuicyjnie czje, ze zblizam sie do Niego, ze jest tuz, tuz przede mna. Spogladam w dol w napieciu, zagryzam wyczekujaco wargi, i.... Nagle spostrzegam rozciagajace sie bezkresne pustynie. Przylepiam nos do szyby i patrze pelna radosci i zachwytu w dol, nie mogac oderwac wzroku. Przede mna rozciaga sie morze piasku, a mimo to widok ten zapiera mi dech w piersi. Oto jedna z twarzy ktora moj ukochany ukazuje mi na powitanie.
Nie, nie jestem rozczarowana Jego widokiem, wrecz przeciwnie, staram sie zapamietac kazdy szczegol Jego twarzy. Nie wiem ile to trwa, ale dostatecznie dlugo aby sobie w pelni uswiadomic, ze malowany przeze mnie Jego obraz pedzlem wyobrazni, utozsamia sie z rzeczywistoscia.
"To ON" - krzycza wszystkie czastki mego ciala, serce i mysli wyrywaja sie do Niego z taka sila, ze nie moge doczekac sie ladowania. To napiecie oczekiwania jest teraz potezniejsze od tych wszystkich oczekiwan jakich doznawalam przez te wszystkie lata czekania. Nad tym uczuciem nie potrafie juz panowac, ono mi sie zaczyna wymykac spod kontroli. Jestem jak w hipnozie - cos sie ze mna dzieje bez mojego udzialu i to "cos" jest silniejsze ode mnie. Bez zadnego oporu calkowicie zdaje sie na Wyrocznie Losu.... Znow przesuwaja sie jakies obrazy... piasek miesza sie z woda i nagle... Samolot zniza lot... Okiem ogarniam wylaniajace sie z morza przede mna:
SHARM - EL - SHEIKH - ktory staje sie pierwszym moim celem podrozy....
Tagi: ........
11.05.2012 o godz. 00:50
Waliza spakowana. W podrecznej torbie spoczywa caly sprzet: kamera z zapasem kaset oraz dwa aparaty fotograficzne z filmami i bateriami. Jeszcze raz sie upewnilam, ze caly sprzet spoczywa w torbie, (bo w koncu on jest najwazniejszy w tej wyprawie), i potuptalam do kuchni zaparzyc sobie kawe. Faraonek korzystajac z faktu, ze spokojnie moze przez trzy godziny spoczac w objeciach Morfeusza, powedrowal do sypialni, zamykajac za soba drzwi.
Zdrowy rozsadek podpowiadal mi, ze powinnam zrobic to samo wiedzialam, ze nie zmruze oczu. Bylam zbyt podekscytowana oczekujacym mnie spotkaniem.
Z dzbankiem kawy poszlam do pokoju i wygodnie ulokowalam sie w fotelu. Popijajac kawe pozwolilam swoim myslom miekko niczym lodz po Nilu - plynac.
Po tylu latach oczekiwania na te chwile wreszcie stoi przede mna ten decydujacy moment. Za kilka godzin stane twarza w twarz z moja tyluletnia miloscia. Nadchodzi chwila kiedy ujrze Jego prawdziwe oblicze. Czy bedzie ono takie, jakie namalowala mi moja wyobraznia? Czy mnie rozczaruje..??? A moze olsni swym pieknym blaskiem historii uwiecznionej we wspanialych monumentach?
Nie mialam pojecia jaki bedzie wynik tej konfrontacji ale czuje calym sercem, ze to bedzie najwspanialsze spotkanie i cudowna przygoda. Spelnienie marzenia, ktore przez lata wypelnialo moje serce, zawladnelo bez reszty moja dusza :)))
sennefer_6.jpg
Tagi: .....
30.04.2012 o godz. 01:03
.. milosc, tesknota, rozstanie i powrot... coz.. samo zycie...:)))

Tagi: ....
27.04.2012 o godz. 23:44
Tagi: ......
27.04.2012 o godz. 23:37
Zanim napisze ciag dalszy moich przygod z kraina RA, narazie zamieszczam kilka utworow moich ulubiencow...:))))



Moze i wam przypadnie do gustu...:))))
Tagi: ....
27.04.2012 o godz. 23:34
Od dziecka bylam chlonna wiedzy i nigdy nie ograniczalam sie tylko do zakresu wiedzy zapisanej w podreczniku. Zawsze szukalam wiecej na dany temat, a szczegolnie taki, ktory rozbudzal we mnie ciekawosc. Nalezalam do tych szczesliwcow, ktorym dane bylo miec bardzo dobrych nauczycieli. Szczegolnie cenilam sobie pana Sudziarskiego, ktory uczyl mnie histori i geografii. Jego lekcje byly dla mnie "uczta dla duszy". Objechal wzdluz i wszerz wiele krajow i potrafil nam przekazac dodatkowo wiele ciekawych informacji o tych krajach, a takze pokazywal nam swoje prywatne zdjecia i filmy.
Kiedy na jednej z lekcji zaczal sie temat Egiptu, chlonelam kazde jego slowo zafascynowana piramidami, faraonami i ich osiagnieciami. Kiedy obejrzalam po raz pierwszy na fotografii i na filmie piramidy juz wtedy podjelam decyzje, ze musze jechac do Egiptu i ten cud swiata obejrzec. Bylam tak podekscytowana tym tematem, ze kiedy wrocilam do domu oswiadczylam rodzicom, ze nie umre spokojnie jesli nie zobacze piramid! Oczywiscie smiali sie z tego, a po chwili mama powidziala: "Dziecko, czy ty wiesz ile taka podroz kosztuje?... No, moze jak bedziesz miala dobry zawod i posade to kto wie... moze bedziesz mogla zrealizowac swoje marzenie".
Krotko potem w kinie byl wyswietlany film Jerzego Kawalerowicza pt. "FARAON", z Jerzym Zelnikiem w roli glownej. Szkola zorganizowala seans od IV do VIII klasy i ja oczywiscie tez sie zalapalam. Obejrzalam ten film z zapartym tchem. To bylo to, co rozbudzilo moja wyobraznie o tym kraju do granic obledu. Kupowalam kazda ksiazke ktora wiazala sie z tym krajem, szlam na kazdy film, czytalam kazdy ukazujacy sie w gazecie artykul, wycinalam go i wklajalam do zeszytow. Fascynacja zamiast malec z latami, ona ciagle rosla.
Lata mijaly i choc rozne zawieje losu sprawily, ze musialam swoje marzenie ukryc gleboko w sercu jako chwilowo nierealne do zisczczenia, nadzieja na zobaczenia piramid nigdy nie umarla.
I nagle w najmniej oczekiwanym momencie marzenie stalo sie JAWA!!!! Kiedy mialam juz w dloni bilet na lot do Egiptu serce w piersiach walilo mi tak mocno z radosci, ze chwilami mialam wrazenie, ze wyskoczy ze mnie i pofrunie do nieba :) Najgorsze jednak bylo to oczekiwanie na dzien odlotu.... - o tym napisze nastepnym razem :)
NatureEffects3_Bild5.jpg
Tagi: :)))))
19.04.2012 o godz. 16:04
" Czlowiek zniknal, jego zwloki w proch sie rozsypaly,
jego wspolczesni zlaczyli sie z ziemia.
I ksiega tylko sprawila, ze pamiec o nim krazy z ust do ust.
Pismo jest bowiem bardziej pozyteczne nizli dom z kamienia,
niz grobowiec na Zachodzie,
Lepsze jest niz rozkoszny palac, niz pomnik w swiatyni...."


Tym zapisem rozpoczynam nowy rodzial na moim blogu. Bedzie on w wiekszosci poswiecony tematyce starozytnego Egiptu oraz mojej przygodzie z nim, ktora rozpoczela sie juz w szkole podstawowej. Ale o tym napisze nastepnym razem :)))

Bild 1251.jpg
17.04.2012 o godz. 22:20
No i mnie dopadlo takie przeziebienie, ze musze siedziec w domu i sie kurowac. Z nosa cieknie niczym z kranu miejskiego tak, ze musialam nawet odwolac moje zabiegi w Klinice. Na wargach wyskoczyla mi taka opryszka, ze wygladam niczym Marsjanka, ktora wlasnie wyladowala na planecie Ziemia i nie bardzo wie, gdzie jej miejsce :)

Ale to przymusowe siedzenie w domu ma tez i swoje dobre strony tymbardziej, ze od tygodnia wiosenna pogoda znikla gdzies za horyzontem, a na jej miejscu zagoscila sie szaruga, typowa dla jesieni. Dzieki tej aurze ktora nie zacheca do dlugich spacerow w plenerze, zabralam sie do czytania zaleglych powiesci o tematyce starozytnego Egiptu, na ktore ciagle brakowalo mi czasu. Ta wlasnie lektura przyczynila sie m.in. na podjecie decyzji, o zmianie tematycznej mojego blogu. To jest ostatni moj wpis w takiej formie.

Nastepny wpis zapoczatkuje tematyke scisle zwiazana z tematyka starozytnego Egiptu, jego wierzeniami, mitologia itp. Zmienie tez szate blogu, stosownie do jego tematu, ale to jeszcze jest w opracowaniu.

Tak wiec wszystkich cieplutko pozdr. i do nastepnego wpisu :)))))
16.04.2012 o godz. 17:36
Kiedy w rozmawialam z Wiktoria w niedziele, tak sie strasznie cieszyla z zajaczkowego prezentu w postaci rolek. Pokazala mi w kamerce swoj nowy nabytek z blyskiem radosci w oczach. W przeciwienstwie do niej natychmiast przed oczami mialam swoj nieszczesny upadek i chociaz glosno tego nie powiedzialam, poczulam w sercu dziwny niepokoj. Zapytalam zaraz czy ma ochraniacze na kolana i lokcie, i tutaj odezwala sie jej mamusia: " A czy my mielismy jakies ochraniacze? Chyba zartujesz, niech jezdzi jak wszystkie inne dzieci. Poza tym narazie uczy sie w domu utrzymac rownowage, a to potrwa z pewnoscia. Jak to opanuje to dopiero moge ja wziasc na boisko szkolne czy tam, gdzie jest asfalt i pod moja kontrola moze sie uczyc".
Ta odpowiedz mnie nie zadowolila ale nie powiedzialam wiecej nic. Poki co nie mam sie co martwic, bo tak szybko nie opanuje rownowagi - jak ja znam, a pierwsza nauka na dworze bedzie pod okiem mamy.
I wczoraj wieczorem dostaje sms-a, ze Wiktoria jest w szpitalu, ma zlamany prawy nadgarstek z przesunieciem i musi byc operowana. Zrobilo mi sie slabo. A jednak!!!! Natychmiast zadzwonilam i dowiedzialam sie konkretow. Tak wiec Wiktoria byla na dworze z kolezankami. Po jakims czasie wrocila do domu i nie informujac taty, ktory byl w domu, wziela rolki i poszla z nimi do kolezanek. Ciag dalszy juz wiadomy....
No i prosze... minely zaledwie nie cale trzy dni i juz reka zlamana i w dodatku prawa.... Czy moje obawy nie byly sluszne...? Fakt, ze Wiktoria jest rozsadna ale chec pochwalenia sie przed kolezankami byla silniejsza i z katastrofalnym skutkiem. Czulam ze tak bedzie, bo znam zycie. I jak to by powiedziala moja mama: "kto nie slucha rad to musi sie przekonac na wlasnej skorze, jak wlozy palec do ognia to poczuje, ze parzy"
Teraz moge tylko miec nadzieje, ze wszystko zrosnie sie prawidlowo i nie bedzie miala z ta reka takich problemow jaka ja. A swoja droga... jak szybko mozna nabawic sie problemow.... Ehhhhh... samo zycie! :(, :)
11.04.2012 o godz. 20:52
Uff... jakiez to cudowne uczucie miec swiadomosc, ze nie trzeba wstawac tak wczesnie rano i gnac na wyznaczony termin. A jaka byla wczoraj przyjemnosc wieczorem wylaczyc alarm...:) Wprost boska rozkosz...:)))))
Pozwolilam wiec sobie dzisiaj na dlugie spanko bo az do 8.30. Z pewnoscia spalabym dluzej gdyby nie koncert wiosenny ptakow za balkonem. Poniewaz mam sciane drzew za nim nic dziwnego, ze na ich galeziach przesiaduja z luboscia przerozne ptaki: wrobelki, dziecioly, sroki, kosy i wiele innych. Ale zdecydowanie wole byc budzona ich spiewem gdy jestem wyspana, niz dzwiekiem budzika ktory oznacza, ze musze wstac!!!!
Przed 11-ta powedrowalam do mojej lekarki po dalsze zwolnienie, a gdy wyszlam od niej ucielam sobie dluzszy spacerek jako ze pogoda ku temu sprzyja. Wedrujac ulicami ku memu zdumieniu ujrzalam pierwsze nie tylko paki bzu ale tez rozwiniete kwiatuszki :))) Trudno sie dziwic kiedy kazdego dnia Ra z rozmachem wjezdza na blekitny niebosklon i przez caly dzien po nim klusuje :) Z dnia na dzien przybywa coraz wiecej kolorow, soczysta zielen swiezo rozwinietych listkow raduje oczy i dusze. A przeobrazeniu natury z nagosci do przeroznych cudownych kolorow towarzyszy od switu do poznego wieczoru cudowny spiew ptakow - ach jak bardzo chce sie zyc!!!!

Ponizej pare fotek z dzisiejszej sesji..:))))
04.04.2012 o godz. 20:06
Stanowczo nie lubie sie spozniac na umowione terminy dlatego tez dostatecznie wczesnie wychodze z domu, aby zdazyc na czas. Jednak dzisiaj spoznilam sie o poltora godz. (i to nie z mojej winy), ze wkurzylam sie jak tornado. Normalnie potrzebuje 20 min. aby dotrzec do kliniki, ale dzisiaj wszystko bylo NIENORMALNIE!!!
Juz kiedy wsiadlam do pociagu metra dziwilo mnie, czemu drzwi sie tak dlugo nie zamykaja. Normalnie kiedy ludziska wsiadaja slychac w megafonie: "prosze wsiadac" i za chwile: "prosze nie wsiadac" - i drzwi sie automatycznie zamykaja. Tymczasem siadlam, wlaczylam sobie eBook Readler zaczelam czytac, a pociag ciagle stal drzwi rowniez otwarte i nic. Natychmiast zapalila mi sie lampka ostrzegawcza w mozgu: cos tutaj nie tak! Po 6-ciu min. wreszcie pociag ruszyl i w czasie jazdy uslyszalam zapowiedz: od 31 marca do 16-go kwietnia z powodu robot na odcinku od Olimpiazentrum do stacji München Freiheit kursuja w zastepstwie autobusy... itd. Cudownie!!!!
Owszem, autobusy kursuja ale jazda ich w godzinach szczytu trwa WIEKI!!! Wrabalismy sie w taki korek, ze na pieszo pokonalabym ten odcinek szybciej! W efekcie nie zdazylam na planowany zabieg i to mnie wkurzylo. I pomyslec, ze bede musiala sie tak meczyc az do 16-go!!! Brrrrr!!!!!!!!

Jedyna pociecha jest dla mnie piekna pogoda: Ra rozpala sie tak namietnie, ze na dole mamy w slonku az 36 stopni. Skreca mnie, ze nie moge rozlozyc sie na balkonie czy na jakiejs lace i sie opalac tylko musze siedziec w murach. Dobrze, ze swieta sie zblizaja bo dla mnie to oznacza WOLNOSC od terminow, a wtedy wiadomo - wyleguje sie w objeciach mego kochanka RA :))))
02.04.2012 o godz. 21:28
Naladowana pozytywna energia Ra ktory ostatnimi dniami obdarza mnie ja hojnie, zmobilizowalam sie za gruntowne porzadki i to we wszystkim!!! Przez caly rok - nie ma sie co czarowac, wszystko poprostu upychalam gdzie i jak sie dalo. Nie mialam zludzen, ze pewnego dnia stane przed sytuacja, ze nie bede miala juz gdzie wcisnac nawet "igly". No i tak sie stalo, a dzisiejszy dzien byl tym "sadnym" :) Zaczelam z regalu po regale wyrzucac doslownie wszystko na podloge, przegladac i sortowac. W gre wchodzily tylko dwie "piramidy" przeznaczenia: "zostaje" i "kasacja".
Nie powiem ile to mi zabralo czasu ale mimo, ze nie dotarlam jeszcze do finiszu to efekt "tajfunu" widac - mam juz nie tylko przejrzystosc ale takze miejsce na nowe....:)))

Po poludniu zrobilam sobie przerwe na spacerek i dotlenienie. Nie trwal on dlugo jak zwykle ale... To, co dostrzeglam w pewnej chwili zwalilo mnie z nog! Magnolia cudownie rozkwitla na tle blekitnego nieba.... Dlugo stalam jak zahipnozowana i chlonelam jej zapach i piekno.... :)))))

Kiedy wreszcie wrocilam do realnego swiata - oj jak ciezko bylo, siegnalam po aparat i kliknelam fotki i z kilkoma chce sie z wami podzielic :))))
27.03.2012 o godz. 21:52
Wrzuce tylko pare fotek ktore zrobilam na terenie Kliniki w ciagu przrwy obiadowej. Wiosna nadal szaleje a roslinki z dnia na dzien okrywaja ziemie coraz to piekniejszymi kolorami swych kwiatkow. I nic dziwnego... przy takiej temperaturze w slonku....:))))
21.03.2012 o godz. 22:57
Myslalam, ze uda mi sie dzisiaj siasc w ciagu dnia do kompa ale jak widac, nie. I nic dziwnego kiedy slonce swieci, niebo blekitne i tak intensywnie pachnie juz wiosna...:)))

Wrzucilam aparat do torby i ruszylam do centrum. Miala wiele spraw do zalatwienia i mialam w duchu nadzieje, ze uda mi sie znalezc troszke czasu aby kliknac fotki. Jednak niewiele zapisalam kadrow bo zbyt wiele bylo do zalatwienia, a za malo czasu. Jednak ciesze sie, ze cos uwiecznilam :))))

Jutro i pojutrze znow Klinika wiec praktycznie moge zapomniec o tych dniach ale... Staram sie o tym nie myslec i lapac kazda chwile jaka mi sie przydarza - bo ona juz nie wroci ...:)))

Ponizej pare fotek z dzisiejszego maratonu...:)
20.03.2012 o godz. 23:49
Oj dawno nie pisalam ale tak wiele sie wokol mnie dzieje....
Oczywiscie pomijam fakt, ze duzo czasu pochlania mi pobyt w Klinice, ktory "kradnie" mi z tygodnia az trzy dni, (stawiam sie tam o 8.00 a wracam do domku ok. 17-tej), wypompowana i praktycznie dzien z glowy. Natomiast te dni ktore mam "wolne" w zasadzie poswiecam na zakupy, troszke porzadkow: (pranie, odkurzanie itd), a reszte wolnych chwil spedzam w plenerze. I trudno sie dziwic, wiosna szaleje. W sloncu temp. bije rekordy.. bylo tylko +36 stopni :))))

Zrobilo sie tak cudownie cieplo, ze zmobilizowalam sie do wiosennych porzadkow na balkonie (po zimowym okresie), przesadzilam moje kwiatuszki do swiezej ziemi aby pieknie rosly no i ... zaczelam sie opalac. Skoro nie moglam korzystac z boskich objec Ra w jego krainie, musze te cudowne dobrodziejstwa nadganiac tutaj przy kazdej nadarzajacej sie ku temu chwiili. Trudno sie wiec dziwic, ze brak mi czasu na siedzenie przy kompie - ktory, co tutaj ukrywac, z czasem zaczyna byc "uzaleznieniem". Owszem, jest to wspanialy wynalazek ale... nie ma co ukrywac, kradnie nam zbyt wiele naszego cennego zycia. A przeciez ono jest tak krociutkie.....:)))

Ale najwazniejsze, ze jestem SZCZESLIWA, ZADOWOLONA i pelna optynizmu. Glownie dlatego, ze wiosna zawsze bardzo pozytywnie mnie budzi do zycia - i za to ja kocham. Swiat nabiera kolorow coraz to nowymi rozkwitajacymi kwiatuszkami, swiezutkie soczyste listeczki zaczynaja puszczac na drzewach, krzewach i to powoduje, ze otwieram swe skrzydla i wzbijam sie ku niebu.... :)))

Musze wyrywac pod kolderke - jutro znow Klinika ale.... postaram sie jutro cos naskrobac...:))))

Serdecznie wszystkich pozdrawiam i...Lady-Lullaby... dziekuje za pamiec i... jutro do Ciebie napisze. Obiecuje :)))
18.03.2012 o godz. 23:03
Ranek przywital mnie iscie wiosenny. Ra wtoczyl sie swym zlocistym rydwanem na blekitne niebo i ciagle po nim pedzi, obdarzajac mnie swoim boskim ciepelkiem. Ptaki spiewaja od samego rana takimi srebrzystymi glosikami, ze az serce z radosci wyrywa sie do gory! :))

Wybralam sie wiec na spacerek, bo jakze mozna usiedziec w domu w tak piekny dzien. Nabilam kilometrow niesamowicie ale bylo warto dla takich widokow. Na swej drodze marszu spotkalam nie tylko przebisniegi ktore juz wczesniej kwitly ale i krokusy:) Tak pieknie rozkladaly swoje delikatne plateczki do slonka, ze przez dluzszy czas poprostu stalam i je podziwialam. Do domu wrocilam naladowana pozytywna energia i szczesliwa.

Zadziwiajace, jak niewiele mi trzeba do szczescia: blekit nieba, sloneczko, spiew ptakow nad glowa, kwiaty.... Dla tego szczescia zawsze wygospodaruje czas, aby sie nim podelektowac bez wzgledu na to, jakie zadania stoja przede mna w danym dniu. To wlasnie te chwile laduja moj akumulator zyciowy, dajac mi sile do stawiania czola codziennemu zyciu. Gorzej mi to idzie kiedy przez kilka dni brak Ra na niebie. Z kazdym dniem przygasam i pojawia sie w mej duszy smutek i nijakosc. Dziwne, ze nigdy nie mam takego uczucia w krainie RA, co zauwazyl moj Faraonek. Pewnie dlatego ciagle mi powtarza, ze moje miejsce jest wlasnie tam, nie tutaj w zimnej i skapej w slonko Europie.
Juz czwarty raz polecial on tam beze mnie bo musial i strasznie mu przykro, ze ja nie moge z nim tam byc. Coz.. zdrowie chwilowo mi na to nie pozwala ale jak tylko wroce do formy, to zafunduje sobie przynajmniej pol roku egipskiego ciepelka. Moje akumulatory wyczerpaly sie totalnie przez ten czas i musze koniecznie je naladowac. Tutejsze cieplo jest tylko namiastka tego, co powinnam miec. Ale i tak dobrze, ze takie od czasu do czasu sie tutaj pojawia. Bo co by bylo gdybym znalazla sie na Alasce czy Syberii...? :)))

Jutro znow Klinika wiec niewiele bede miala z calego dnia dla siebie. Coz... jak sie nie ma tego, co sie lubi - to sie lubi co sie ma! :) Najwazniejsze jest jednak zdrowie i optymizm - bez tego nie da sie zyc! :))))
26.02.2012 o godz. 16:50
Nareszcie dzisiaj mam wolny dzien, tzn, nie musialam jechac do kliniki. Co za rozkosz...:) Mimo to, zabralam sie za porzadki w moich ciuchach. Wiosna sie zbliza i trzeba powoli sie do niej przygotowac. Tak naprawde to mialam zupelnie inne plany ale... Najpierw zabralam sie do prasowania i chociaz nie mialam tego wiele czynnosc ta zabrala mi az dwie godziny. Trudno ukryc, lapka boli i prasowanie lewa reka wcale nie jest takie proste jakby sie wydawalo.
Kiedy zaczelam wkladac uprasowane rzeczy do polek stwierdzilam, ze stanowczo za duzo tam ciuchow i... zabralam sie do wywalania wszystkiego i sortowania. Nim sie obejrzalam z godziny 15-tej zrobila sie 19.50. I co mozna teraz zrobic?
Ciesze sie ze zrobionej "czystki" bo jak sie okazalo, dwa duze worki powedruja dla biednych, a ja mam nareszcie "przestrzen w polkach" :)))

Wczoraj wracajac z kliniki ucielam sobie spacerek. Slonko tak pieknie grzalo, gory sniegu na ulicach prawie znikly, tylko jeszcze gdzieniegdzie na trawnikach lezy troche, ale i ten zniknie lada moment. Idac nagle dojrzalam wychylajace sie kwiatuszki spod pokrywy snieznej. Co za wspanialy widok, az serducho skoczylo mi z radosci do gory mimo, ze to troszke za wczesnie na takie cudenka. Oczywiscie kliklam foteczki, bo jakze by moglo byc inaczej? :)

Jutro znowu musze rano wstac do kliniki wiec nie moge zbyt dlugo siedziec przy kompie mimo, ze bardzo bym chciala. Przyzwyczailam sie juz do mojego blogu i brak mi go. Ale nie wszystko mozna miec co sie chce, niestety. Mam jednak nadzieje, ze znajde wiecej czasu aby moc tu przynajmniej "naskrobac" pare zdan :)

Poki co, wszystkich cieplutko pozdr. i dziekuje za komentarze i odwiedziny u mnie :)
23.02.2012 o godz. 20:24
Dawno nie pisalam a to dlatego, ze brak czasu. Zabiegi w klinice pochlaniaja moje dni ale czego sie nie robi, aby znow przywrocic sprawnosc mojej lapce :)

Po dniach "wiosny" nastaly dni zimy, takiej prawdziwej: bialej i mroznej. Osobiscie z tego sie ciesze, bo lubie bialy puch ktory tak pieknie sie srebrzy w blasku slonka, a gdy noc zapada w blasku latarni ulicznych sprawia, ze swiat nabiera magicznego uroku. I co z tego, ze mroznie? To ma swoj niepowtarzalny urok :)

Poza tym nic szczegolnego sie u mnie nie dzieje. No chyba ze wezme pod uwage fakt, ze wczoraj nawalila mi nagrywarka DVD - co nie kryjac, wkurzylo mnie. Nie to, ze sie zepsula ale to, ze mialam nagranych tam mase dokumentow, a ktorych nie zdazylam przegrac i teraz jest juz "vorbei". W poniedzialek bede miala juz nowa ale to nie zmienia faktu, ze nie bede miala tych dokumentow na plytkach. Coz.. zlosliwosc rzeczy martwych :)
Tagi: mrozna zima.
04.02.2012 o godz. 20:02

Dzisiejszy zachod slonca z balkonu :)
18.01.2012 o godz. 23:23
Katrin31
Moj papirus...
Skąd: Kraina RA
statystyki
  • Czas na Bloblo: 9 dni 23 godziny 38 minut
  • Napisanych notek: 251
  • Komentował: 153 razy
  • Zebranych komentarzy: 241
  • Ostatni wpis: 24.05.12, 20:33
  • Wpis średnio co: 20 godzin
  • Profil odwiedzono: 55783 razy
  • Ilość avatarów: 4
  • Ilość zdjęć: 641
  • Ilość filmów: 29
  • Ilość logowań: 242
  • Ostatnie logowanie: 24.05.12, 20:31
  • Ostatnio odwiedzili: shoti, Velitzky, Lady-Lullaby, Nao, Blondie, Dagmara, lusia00200, Kunegund, Tsundere
sekcja użytkownika