Dzisiejszy zachod slonca z balkonu :)
18.01.2012 o godz. 23:23
komentuj (1)
Az mi trudno uwierzyc, ze w takim tempie pedza dni. I nic dziwnego jak ma sie terminarz wypelniony terminami :) Tak sie zlozylo, ze wraz z nowym rokiem skierowano mnie do kliniki w ktorej musze sie codziennie meldowac na zabiegi. Mam ich cale mnostwo ale i dobrze, bo moze w koncu moja lapka przestanie boelec i wroci do stanu uzywalnosci - przynajmniej ja w to WIERZE!!!! :)
Mimo, ze musze meldowac sie tam o 8.00 i do domu wracam dopiero o 17-tej, to i tak sie ciesze, ze wracam w swoje przyslowiowe "cztery sciany", a nie jestem w niej "uwieziona" na czas nieokreslony :)
W weekend´y urzadzam sobie dlugie spacerki - bo i pogoda ku temu sprzyja. Nieomal codziennie swieci sloneczko i jak na styczen jest cieplutko. Nic wiec dziwnego, ze przyroda (choc to anomalia), budzi sie do zycia. Kiedy ujrzalam roze w pelnej krasie usmiechajace sie do slonka, stanelam zdumiona i jednoczesnie zachwycona. Kiedy obeszlam prawie cala dzielnice, przywitalo mnie wiele kwiatuszkow. Boje sie tylko, ze jak przyjdzie mroz, to je wszystkie zamrozi :(
Z okna ogladam tez przesliczne zachody ktore zapieraja mi dech w piersiach. Kliknelam fotki i pare z nich zamieszczam ponizej :)
Niewiele dzisiaj napisze, bo zrobilo sie juz pozno i musze wedrowac pod kolderke. Jutro musze wstac o 6-tej aby zdazyc na czas dotrzec do kliniki.
Mimo, ze musze meldowac sie tam o 8.00 i do domu wracam dopiero o 17-tej, to i tak sie ciesze, ze wracam w swoje przyslowiowe "cztery sciany", a nie jestem w niej "uwieziona" na czas nieokreslony :)
W weekend´y urzadzam sobie dlugie spacerki - bo i pogoda ku temu sprzyja. Nieomal codziennie swieci sloneczko i jak na styczen jest cieplutko. Nic wiec dziwnego, ze przyroda (choc to anomalia), budzi sie do zycia. Kiedy ujrzalam roze w pelnej krasie usmiechajace sie do slonka, stanelam zdumiona i jednoczesnie zachwycona. Kiedy obeszlam prawie cala dzielnice, przywitalo mnie wiele kwiatuszkow. Boje sie tylko, ze jak przyjdzie mroz, to je wszystkie zamrozi :(
Z okna ogladam tez przesliczne zachody ktore zapieraja mi dech w piersiach. Kliknelam fotki i pare z nich zamieszczam ponizej :)
Niewiele dzisiaj napisze, bo zrobilo sie juz pozno i musze wedrowac pod kolderke. Jutro musze wstac o 6-tej aby zdazyc na czas dotrzec do kliniki.
Tagi:
ale optymistycznie :)
Powoli stary rok nam ucieka, niespostrzezenie dla nas jego ostatnie tchnienia a mimo to, jeszcze wiele ludzi nie dozyje nowego, i wiele nowych duszyczek go przywita. Zabawne jak to nasze zycie sie toczy....:)))
Zwolnili mnie na sylwestra do domu i to tylko dlatego, ze mam w tym dniu urodziny i nie fajnie byloby je swietowac na szpitalnym lozku :))))
Mimo to, nie szaleje. Bo w koncu co tu swietowac? Ze jestem o rok starsza? Nie udziela mi sie szalenstwo innych, ktorzy juz od trzech godzin strzelaja rakietami w powietrze. Owszem, ladnie to wyglada, ale... Jak sobie pomysle, ilez to miliardow wylatuje w powietrze, a ilez to ludzi gloduje na calym swiecie, to mimo wszystko dreszcz przebiega mi po plecach....
Wszystkim zycze pomyslnego i szczesliwego Nowego Roku!!!!!
Zwolnili mnie na sylwestra do domu i to tylko dlatego, ze mam w tym dniu urodziny i nie fajnie byloby je swietowac na szpitalnym lozku :))))
Mimo to, nie szaleje. Bo w koncu co tu swietowac? Ze jestem o rok starsza? Nie udziela mi sie szalenstwo innych, ktorzy juz od trzech godzin strzelaja rakietami w powietrze. Owszem, ladnie to wyglada, ale... Jak sobie pomysle, ilez to miliardow wylatuje w powietrze, a ilez to ludzi gloduje na calym swiecie, to mimo wszystko dreszcz przebiega mi po plecach....
Wszystkim zycze pomyslnego i szczesliwego Nowego Roku!!!!!
No i znalazlam sie w klinice. Dzien pelen zabiegow, terapii itd. Ale nie to jest najistotniejsze jako, ze taka jest kolej rzeczy. Nie wiem, czy na swieta znajde sie w domku ale to tez nie jest dla mnie istotne. Same swieta nie maja dla mnie znaczenia. Dla mnie liczy sie przede wszystkim ZDROWIE! :)))
Patrzac tutaj na tych ludzi jak cierpia nagle dociera do czlowieka, ze wszystko co nas wokol otacza jest takie nieistotne, malo wazne. Kiedy rozmawialam z jedna mloda dziewczyna, (ma 16 lat i jest po wypadku samochodowym), powiedziala mi, ze dopiero teraz zrozumiala, jak ulotne jest zycie i ile warte jest zdrowie. Bardzo cierpi, a najgorsze jest to, ze do konca zycia bedzie przykuta do wozka inwalidzikiego.....
Opowiadala mi o sobie, o tym jak marudzila kiedy miala isc do szkoly, jak jej sie nie chcialo odrabiac zadan domowych... Gdyby mogla odwrocic czas....
Wlasnie... gdyby mozna cofnac czas... Ale tego sie nie da niestety dokonac. On zawsze plynie swym utartym jednostajnym rytmem, tylko wielu z nas tego nie zauwaza. Skupiamy sie na wielu w sumie bardzo nieistotnych sprawach zamiast skupic sie nad tym, co wnosi tresc do naszego zycia. Sleczenie losow bohaterow tasiemcow-seriali, czy tez innych totalnie durnych programow osobiscie uwazam za strate naszego cennego i w koncu krotkiego zycia. Wbrew pozorom, ze mamy jeszcze duzo lat przed soba, tak naprawde jest to bardzo krotki czas. Poza tym nikt z nas nie wie, co sie moze jutro wydarzyc. Nie znaczy to, ze jestem panikara i zyje w ciaglym strachu, ze moze to sa moje ostatnie minuty na planecie Ziemnia :))) Nie, z pewnoscia tak nie mysle. Jednakze zdaje sobie sprawe, ze czasami los lubi nam platac figle i to jak najmniej oczekiwanym momencie.
Narzekanie tez nie jest moja domena. Z natury jestem optymistka i staram sie nawet w niezbyt korzystnych momentach swojego zycia myslec pozytywnie. Z mojego bagazu zyciowego wiem, ze to pomaga.
Rozgladajac sie jednak tutaj i widzac te twarze na ktorych bol i cierpienie jest tak wyrazne zastanawiam sie, dlaczego ludzie musza tak cierpiec? Nie mysle tutaj o sobie, bo moja reka w obliczu tych wszystkich ludzi to pestka.
Musze zakonczyc to rozmyslanie, bo jesli to ktos bedzie czytal to go zdoluje swoimi refleksjami. Ale czasami warto sie zatrzymac i zastanowic, dokad to biegniemy, czy to naprawde jest takie wazne? Czy koniecznie musze miec ta sukienke, bluzke, spodnie, buty czy inna rzecz? Jakie to wszystko jest malostkowe...
Patrzac tutaj na tych ludzi jak cierpia nagle dociera do czlowieka, ze wszystko co nas wokol otacza jest takie nieistotne, malo wazne. Kiedy rozmawialam z jedna mloda dziewczyna, (ma 16 lat i jest po wypadku samochodowym), powiedziala mi, ze dopiero teraz zrozumiala, jak ulotne jest zycie i ile warte jest zdrowie. Bardzo cierpi, a najgorsze jest to, ze do konca zycia bedzie przykuta do wozka inwalidzikiego.....
Opowiadala mi o sobie, o tym jak marudzila kiedy miala isc do szkoly, jak jej sie nie chcialo odrabiac zadan domowych... Gdyby mogla odwrocic czas....
Wlasnie... gdyby mozna cofnac czas... Ale tego sie nie da niestety dokonac. On zawsze plynie swym utartym jednostajnym rytmem, tylko wielu z nas tego nie zauwaza. Skupiamy sie na wielu w sumie bardzo nieistotnych sprawach zamiast skupic sie nad tym, co wnosi tresc do naszego zycia. Sleczenie losow bohaterow tasiemcow-seriali, czy tez innych totalnie durnych programow osobiscie uwazam za strate naszego cennego i w koncu krotkiego zycia. Wbrew pozorom, ze mamy jeszcze duzo lat przed soba, tak naprawde jest to bardzo krotki czas. Poza tym nikt z nas nie wie, co sie moze jutro wydarzyc. Nie znaczy to, ze jestem panikara i zyje w ciaglym strachu, ze moze to sa moje ostatnie minuty na planecie Ziemnia :))) Nie, z pewnoscia tak nie mysle. Jednakze zdaje sobie sprawe, ze czasami los lubi nam platac figle i to jak najmniej oczekiwanym momencie.
Narzekanie tez nie jest moja domena. Z natury jestem optymistka i staram sie nawet w niezbyt korzystnych momentach swojego zycia myslec pozytywnie. Z mojego bagazu zyciowego wiem, ze to pomaga.
Rozgladajac sie jednak tutaj i widzac te twarze na ktorych bol i cierpienie jest tak wyrazne zastanawiam sie, dlaczego ludzie musza tak cierpiec? Nie mysle tutaj o sobie, bo moja reka w obliczu tych wszystkich ludzi to pestka.
Musze zakonczyc to rozmyslanie, bo jesli to ktos bedzie czytal to go zdoluje swoimi refleksjami. Ale czasami warto sie zatrzymac i zastanowic, dokad to biegniemy, czy to naprawde jest takie wazne? Czy koniecznie musze miec ta sukienke, bluzke, spodnie, buty czy inna rzecz? Jakie to wszystko jest malostkowe...
Tagi:
refleksje....
A jednak... Zycie bywa przekorne i to wtedy, kiedy najmniej sie tego spodziewamy. Bylam u lekarza na kontroli i... Nie ma odwolania, musze jutro zglosic sie do kliniki, bo dotychczasowa rehabilitacja nie zdala egzaminu. No coz.. psy szczekaja, karawana idzie dalej. Przezyje, oby tylko ta reka przestala bolec :((((
Przez ostatnie dni pada u mnie snieg i chociaz sie topi, to jednak fajnie sobie popatrzec na te sniezne, wirujace lekko plateczki sniegu. Mam nadzieje, ze w koncu zima do mnie zawita, swiat okryje miekka biala kolderka i bedzie wokol bialo. Kocham sniezna zime bo ona ma w sobie tyle uroku, a noca snieg tak magicznie lsni w blasku swiatel latarni.
Przez ostatnie dni pada u mnie snieg i chociaz sie topi, to jednak fajnie sobie popatrzec na te sniezne, wirujace lekko plateczki sniegu. Mam nadzieje, ze w koncu zima do mnie zawita, swiat okryje miekka biala kolderka i bedzie wokol bialo. Kocham sniezna zime bo ona ma w sobie tyle uroku, a noca snieg tak magicznie lsni w blasku swiatel latarni.
Tagi:
niemile rozczarowanie.
Od rana dzien nie zapowiadal sie ciekawie. Od wczoraj wieje wprawdzie cieply, ale silny wiatr i ogolnie bylo szaro. I nagle... Spojrzalam za okno i... normalnie dech mi zaparlo. Jest Föhn, a to znaczy, ze mam Alpy prawie tuz pod nosem i ten zachod....Przez dluzsza chwile stalam jak zahipnozowana i patrzylam na ten zapierajacy dech widok. Szybko sie jednak zreflektowalam i chwycilam za aparat, aby uwiecznic ten niesamowity spektakl. Wiem, ze zachody sa piekne, bo nieomal codziennie na nie patrze, ale takie bywaja naprawde rzadko. Dlatego tez umieszczam pare fotek :)))
Dzien przywital mnie sloneczny wiec natychmiast poprawil mi sie humorek. Jadac rowerkiem na rehabilitacje z kazdym pokonywanym metrem czulam, ze "rosna mi skrzydla" :) Chyba kazdy sie tak czuje, kto jest dzieckiem slonca.
Po wyjsciu ruszylam do sklepow i... Kupilam sobie puchowa kurteczke, biala :))) Fakt, ze szybciej widac na niej bedzie kazda plamke, ale... W koncu tez je widac na jasnych kolorach, a prac i tak trzeba kazda sztuke garderoby bez wzgledu na to, co to jest. Troszke sie wahalam ale.. Patrzac na te wszystkie inne szaro-buro-czarne kurtki, ta biel byla poprostu super :)) Wrocilam do domku ZADOWOLONA! Niby takie nic a jak cieszy :))))
A teraz RA poszedl juz dawno spac, a ja siedze i patrze jednym okiem na ekran telewizora, a drugim w monitor. Mimo, ze staram sie nie zwracac uwagi na przerywniki w postaci naszych slynnych i kochanych reklam, to jednak gdy one sie pokazuja, to az mi skora cierpnie. Nie dlatego, ze cos nam pokazuja, ale na to, co nam staraja sie "zakuc" do naszych glow. A przeciez... Jesli sie kazdy tylko trzezwo zastanowi to wie, ze to wszystko tylko hit reklamowy. Jakby na to nie spojrzec, wszystkie kosmetyki to CHEMIA, ktora u jednych wczesniej, u innych pozniej, ale zemsci sie na waszym ciele wbrew temu, o czym tak gorliwie zapewniaja te wspaniale reklamy, a jeszcze wspanialsze balsamy, kremy itp...
O dziwo w mojej rodzinie mama, ciocie, kuzynki nie stosowaly zadnych tych "cudow", i obje babcie mimo, ze doczkaly sedziwego wieku, nie mialy takich strasznych zmarszczek... Cud natury??? Tak, bo zawsze stosowaly naturalne srodki - ja zreszta tez. :))))
Jak te cuda kosmetyczne dzialaja zobaczylam na twarzy moich kolezanek z klasy. Np, Krystyna - ktora zaczela uzywac kosmetykow od 14-tu lat. Kiedy spotkalysmy sie po latach na ulicy, nie poznalam jej i poprostu ja minelam. Dopiero kiedy zlapala mnie za reke i zdziwiona zapytala:"Co, nie poznajesz ludzi" - przyjrzalam sie jej i poznalam ja po glosie. Nie miala makijazu ale kiedy nastepnego dnia zaprosila mnie do siebie i przywitala mnie z "wytapetowana" twarza, to byla dawna Krystyna. I aby nie bylo watpliwosci, zawsze stosowala najlepsze kosmetyki.... :(((((
No coz.. moda moda ale ja uwazam, ze najpiekniejsza jest kobieta naturalna. Przynajmniej kiedy rano budze sie w ramionach mojego Faraonka nie obawiam sie, ze sie mnie przestraszy, kiedy ujrzy mnie bez tony makijazu :))))
Po wyjsciu ruszylam do sklepow i... Kupilam sobie puchowa kurteczke, biala :))) Fakt, ze szybciej widac na niej bedzie kazda plamke, ale... W koncu tez je widac na jasnych kolorach, a prac i tak trzeba kazda sztuke garderoby bez wzgledu na to, co to jest. Troszke sie wahalam ale.. Patrzac na te wszystkie inne szaro-buro-czarne kurtki, ta biel byla poprostu super :)) Wrocilam do domku ZADOWOLONA! Niby takie nic a jak cieszy :))))
A teraz RA poszedl juz dawno spac, a ja siedze i patrze jednym okiem na ekran telewizora, a drugim w monitor. Mimo, ze staram sie nie zwracac uwagi na przerywniki w postaci naszych slynnych i kochanych reklam, to jednak gdy one sie pokazuja, to az mi skora cierpnie. Nie dlatego, ze cos nam pokazuja, ale na to, co nam staraja sie "zakuc" do naszych glow. A przeciez... Jesli sie kazdy tylko trzezwo zastanowi to wie, ze to wszystko tylko hit reklamowy. Jakby na to nie spojrzec, wszystkie kosmetyki to CHEMIA, ktora u jednych wczesniej, u innych pozniej, ale zemsci sie na waszym ciele wbrew temu, o czym tak gorliwie zapewniaja te wspaniale reklamy, a jeszcze wspanialsze balsamy, kremy itp...
O dziwo w mojej rodzinie mama, ciocie, kuzynki nie stosowaly zadnych tych "cudow", i obje babcie mimo, ze doczkaly sedziwego wieku, nie mialy takich strasznych zmarszczek... Cud natury??? Tak, bo zawsze stosowaly naturalne srodki - ja zreszta tez. :))))
Jak te cuda kosmetyczne dzialaja zobaczylam na twarzy moich kolezanek z klasy. Np, Krystyna - ktora zaczela uzywac kosmetykow od 14-tu lat. Kiedy spotkalysmy sie po latach na ulicy, nie poznalam jej i poprostu ja minelam. Dopiero kiedy zlapala mnie za reke i zdziwiona zapytala:"Co, nie poznajesz ludzi" - przyjrzalam sie jej i poznalam ja po glosie. Nie miala makijazu ale kiedy nastepnego dnia zaprosila mnie do siebie i przywitala mnie z "wytapetowana" twarza, to byla dawna Krystyna. I aby nie bylo watpliwosci, zawsze stosowala najlepsze kosmetyki.... :(((((
No coz.. moda moda ale ja uwazam, ze najpiekniejsza jest kobieta naturalna. Przynajmniej kiedy rano budze sie w ramionach mojego Faraonka nie obawiam sie, ze sie mnie przestraszy, kiedy ujrzy mnie bez tony makijazu :))))
Tagi:
dal mi dobry znak...:)))
Zlocista jesien przeminila sie w pochmurne, snujace sie bez konca mgly. Takie bure dni tak jakos bezwiednie wplywaja na moja psychike. Pewnie dlatego, ze kocham promyczki Ra i jego ciepelko od zawsze i brak ich w ciagu dnia poprostu mnie "usypia". Mimo, ze pije dwa dzbanki kawy na dzien, czuje sie spowolniona mimo, ze normalnie wszystko robie. Bo trudno uzalezniac sie od kaprysow pogody :)
Tak wiec ucielam sobie trzy godzinna jazde rowerkiem, bo w koncu trzeba sie ruszac, no i przede wszystkim musze dotlenic moje szare komorki. Po takiej wyprawie czuje sie znacznie lepiej i po powrocie do domku, zaraz wzielam sie do skonczenia dziergania mojego polowerka i skonczylam go. Teraz moze przychodzic mrozna zima bo jestem do niej przygotowana.
Zblizaja sie urodzinki mojego Faraonka a ja biedna nie mam pojecia, co mam mu kupic. Praktycznie ma wszystko a ja nie lubie kupowac cos, co powedruje gleboko do szafy bo jest niepotrzebne. Chyba bede musiala zaserwowac sobie wypad do centrum i tam sie porozgladac. W sklepach w mojej dzielnicy lacznie z wielkim centrum handlowym nic nie wpadlo mi do oka. Niby wszystkiego pelno ale nic, co przyciagnelo by wzrok. To tak jak z kurtkami: nawalone, ale wszystko takie szare bure, bez wyrazu. No coz.. trzeba bedzie wybrac sie do miasta tylko kiedy????
Tak wiec ucielam sobie trzy godzinna jazde rowerkiem, bo w koncu trzeba sie ruszac, no i przede wszystkim musze dotlenic moje szare komorki. Po takiej wyprawie czuje sie znacznie lepiej i po powrocie do domku, zaraz wzielam sie do skonczenia dziergania mojego polowerka i skonczylam go. Teraz moze przychodzic mrozna zima bo jestem do niej przygotowana.
Zblizaja sie urodzinki mojego Faraonka a ja biedna nie mam pojecia, co mam mu kupic. Praktycznie ma wszystko a ja nie lubie kupowac cos, co powedruje gleboko do szafy bo jest niepotrzebne. Chyba bede musiala zaserwowac sobie wypad do centrum i tam sie porozgladac. W sklepach w mojej dzielnicy lacznie z wielkim centrum handlowym nic nie wpadlo mi do oka. Niby wszystkiego pelno ale nic, co przyciagnelo by wzrok. To tak jak z kurtkami: nawalone, ale wszystko takie szare bure, bez wyrazu. No coz.. trzeba bedzie wybrac sie do miasta tylko kiedy????
Kiedy wychodzilam z domku na rehabilitacje nic nie wrozylo, ze... Rano bylo zimno, (-2stopnie), wiec jadac na rowerku czulam chlodny oddech jesieni na twarzy. Kiedy po godzinie wyszlam na zewnatrz przywital mnie rozpromnieniony Ra, co wprawilo mnie w znakomity nastroj, i... zaszalalam :)))
Mijalam wlasnie salon fryzjerski i poprostu wdeplam. Wlascicielem tego salonu byl Iranczyk, (bardzo sympatyczny i przystojny), i dwie jego pracownice: Amira z Tunezji i Sabine - Niemka. Tworza jak sie okazalo ciekawy Team :) Zrobilam sobie pasemka, a co? :), skrocilam wlosy o 2 cm no i wybralam sobie nowa fryzurke. Spedzilam w salonie az 2,5 godz. ale bylo warto. Wypilam szampana z cala kadra, podczas mycia wlosow specjalny fotel masowal mi cale plecy, (co za frajda), i bylo swietnie. Fakt, ze to szalenstwo zaplacilam 85€, ale co tam..:))) Bylo fajnie, ja jestem zadowolona z mojej nowej fryzurki i to jest najwazniejsze :)))
Poza tym byla to dla mnie jakas rekompensata za dwa dni stracone na poszukiwanie kurtki zimowej. Przelecialam sklepy i co??? Nie wiem, czy teraz panuje moda na czarne bo w wiekszosci takiego koloru byly te "zimowe cuda", lub w wscieklym niebiestkim lub brazowym kolorze. A mnie sie marzy zolciutka kurteczka, taka puchowa i cieplutka. Niestety, nie znalazlam i w niesosie wrocilam do domu. Zdecydowalam, ze ta zime przechodze w tych kurtkach co mam, wiec w rekompensacie za stracone dwa dni moglam pozwolic sobie na takie szalenstwo :)))
Mijalam wlasnie salon fryzjerski i poprostu wdeplam. Wlascicielem tego salonu byl Iranczyk, (bardzo sympatyczny i przystojny), i dwie jego pracownice: Amira z Tunezji i Sabine - Niemka. Tworza jak sie okazalo ciekawy Team :) Zrobilam sobie pasemka, a co? :), skrocilam wlosy o 2 cm no i wybralam sobie nowa fryzurke. Spedzilam w salonie az 2,5 godz. ale bylo warto. Wypilam szampana z cala kadra, podczas mycia wlosow specjalny fotel masowal mi cale plecy, (co za frajda), i bylo swietnie. Fakt, ze to szalenstwo zaplacilam 85€, ale co tam..:))) Bylo fajnie, ja jestem zadowolona z mojej nowej fryzurki i to jest najwazniejsze :)))
Poza tym byla to dla mnie jakas rekompensata za dwa dni stracone na poszukiwanie kurtki zimowej. Przelecialam sklepy i co??? Nie wiem, czy teraz panuje moda na czarne bo w wiekszosci takiego koloru byly te "zimowe cuda", lub w wscieklym niebiestkim lub brazowym kolorze. A mnie sie marzy zolciutka kurteczka, taka puchowa i cieplutka. Niestety, nie znalazlam i w niesosie wrocilam do domu. Zdecydowalam, ze ta zime przechodze w tych kurtkach co mam, wiec w rekompensacie za stracone dwa dni moglam pozwolic sobie na takie szalenstwo :)))
Tagi:
za sprawa RA...:)))
W poszukiwaniu nowosci odkryc archeologicznych dot. starozytnosci, natknelam sie na wiele art. dot. przepowiedni o koncu swiata, ktory ma nastapic wlasnie w nadchodzacym 2012 roku. Musze przyznac, ze autorzy tych wypocin zadali sobie duzo trudu aby pozbierac rozne materialy jak: kod Majow, zapiski staroz. Egipcjan, Apokalipsa sw. Jana czy Nostradamusa.
Usmialam sie z tego niesamowicie jako, ze w latach 60, 70 przepowiadano juz taki koniec ktory potem przesunieto na rok 2000. Znow nie wypalilo no i teraz twierdza niektorzy, ze rok 2012 to juz z pewnoscia KONIEC!!! A ile przy tym podaja wskazowek jak ten kataklizm przetrwac...:))) Usmialam sie z tego do lez!!! :)))
A powaznie, wody od zawsze zalewaly, huragany, tajfuny, orkany tez towarzyszyly naszej planecie od zawsze, tak jak wybuchy wulkanow czy trzesienia ziemi. Dlaczego teraz robi sie z tego wszystkiego taka propagande??? Ano wlasnie, ktos chce zastraszyc ludzi - innej alternatywy nie widze.
Zaden czlowiek na ziemi nie jest w stanie przewidziec, co stanie sie jutro, a juz z pewnoscia nie to, co stanie sie za kilkaset lat. Powolywanie sie na Nostradamusa, Majow czy Biblie jest poprostu smieszne.
Nawet tzw. proroctwa w Biblii ktore mialy sie sprawdzic nie byly zadnymi proroctwami. Izraelici opisywali w tej ksiedze to, co juz sie dawno wydarzylo (i nie zawsze zgodne z prawda), bowiem ST zostal spisany dopiero w VIII i VII w.p.n.e. Zatem wszysko to, co zostalo w nim opisane dawno sie juz wydarzylo, wiec nie ma mowy o jakiejkolwiek przepowidni. Bawi mnie opis gniewu bozego na miasta Sodomy i Gomory, ktore mialy byc miastami zla i rozpusty i Bog postanowil je zniszczyc. Prawda jednak jest zupelnie inna. Miasta te usytuowane byly na pokladach gazu ziemnego i ropy, o czym starozytni nie mieli w ogole pojecia przed 4tys. lat temu. Opis biblijny to opis trzesienia ziemi podczas ktorego gaz sie rozszerzyl i zostal wyrzucany z wnetrza ziemi tak, jak podczas erupcji wulkanicznej. A gdy za gazem tryska jeszcze ropa naftowa pod cisnieniem to wystarczy tylko jedna iskra aby nastapila tragedia. I tak wlasnie bylo w tych miastach. Wystarczy sobie tylko przypomniec pozar w Kuwejcie aby namalowac sobie ten obraz. Sodoma i Gomora byly zbudowane na tykajacej bombie o czym nie wiedzieli. My to dzisiaj wiemy, ze caly region Morza Martwego to ogromne zloza ropy naftowej, gazu ziemnego ukrytego gleboko w ziemi, a blizej powierzchni ziemi jest siarka i smola ziemna, tak jak i to, ze w ten region jest tez narazony na trzesienia ziemi. Zniszczenie tych miast nastapilo w wyniku kataklizmu a nie kary bozej - jak to usilowali nam wcisnac Izraelici czy kosciol - ktory te bajki powiela dalej.
Tak wiec wszystkim tym, ktorzy wierza ze koniec swiata juz bliski mowie stanowczo, ze NIE BEDZIE ZADNEGO KONCA SWIATA, no... przynajmniej nie w roku 2012 :) Jesli dojdzie kiedykolwiek do zaglady, to my sami zniszczymy ta planete swoja rabunkowa gospodarka, smieciami nuklearnymi, plastykami itd, itp. :))))
Usmialam sie z tego niesamowicie jako, ze w latach 60, 70 przepowiadano juz taki koniec ktory potem przesunieto na rok 2000. Znow nie wypalilo no i teraz twierdza niektorzy, ze rok 2012 to juz z pewnoscia KONIEC!!! A ile przy tym podaja wskazowek jak ten kataklizm przetrwac...:))) Usmialam sie z tego do lez!!! :)))
A powaznie, wody od zawsze zalewaly, huragany, tajfuny, orkany tez towarzyszyly naszej planecie od zawsze, tak jak wybuchy wulkanow czy trzesienia ziemi. Dlaczego teraz robi sie z tego wszystkiego taka propagande??? Ano wlasnie, ktos chce zastraszyc ludzi - innej alternatywy nie widze.
Zaden czlowiek na ziemi nie jest w stanie przewidziec, co stanie sie jutro, a juz z pewnoscia nie to, co stanie sie za kilkaset lat. Powolywanie sie na Nostradamusa, Majow czy Biblie jest poprostu smieszne.
Nawet tzw. proroctwa w Biblii ktore mialy sie sprawdzic nie byly zadnymi proroctwami. Izraelici opisywali w tej ksiedze to, co juz sie dawno wydarzylo (i nie zawsze zgodne z prawda), bowiem ST zostal spisany dopiero w VIII i VII w.p.n.e. Zatem wszysko to, co zostalo w nim opisane dawno sie juz wydarzylo, wiec nie ma mowy o jakiejkolwiek przepowidni. Bawi mnie opis gniewu bozego na miasta Sodomy i Gomory, ktore mialy byc miastami zla i rozpusty i Bog postanowil je zniszczyc. Prawda jednak jest zupelnie inna. Miasta te usytuowane byly na pokladach gazu ziemnego i ropy, o czym starozytni nie mieli w ogole pojecia przed 4tys. lat temu. Opis biblijny to opis trzesienia ziemi podczas ktorego gaz sie rozszerzyl i zostal wyrzucany z wnetrza ziemi tak, jak podczas erupcji wulkanicznej. A gdy za gazem tryska jeszcze ropa naftowa pod cisnieniem to wystarczy tylko jedna iskra aby nastapila tragedia. I tak wlasnie bylo w tych miastach. Wystarczy sobie tylko przypomniec pozar w Kuwejcie aby namalowac sobie ten obraz. Sodoma i Gomora byly zbudowane na tykajacej bombie o czym nie wiedzieli. My to dzisiaj wiemy, ze caly region Morza Martwego to ogromne zloza ropy naftowej, gazu ziemnego ukrytego gleboko w ziemi, a blizej powierzchni ziemi jest siarka i smola ziemna, tak jak i to, ze w ten region jest tez narazony na trzesienia ziemi. Zniszczenie tych miast nastapilo w wyniku kataklizmu a nie kary bozej - jak to usilowali nam wcisnac Izraelici czy kosciol - ktory te bajki powiela dalej.
Tak wiec wszystkim tym, ktorzy wierza ze koniec swiata juz bliski mowie stanowczo, ze NIE BEDZIE ZADNEGO KONCA SWIATA, no... przynajmniej nie w roku 2012 :) Jesli dojdzie kiedykolwiek do zaglady, to my sami zniszczymy ta planete swoja rabunkowa gospodarka, smieciami nuklearnymi, plastykami itd, itp. :))))
Zycie moje nabralo niesamowitego przyspieszenia. A to za sprawa Dory, ktora okazala sie bardzo ciekawa osoba. Znam ja tak krociutko a wydaje mi sie, ze znam ja juz cale wieki :)
Podczas naszych spotkan, (a widujemy sie codziennie), dyskutujemy na wiele tematow, ale przede wszystkim o starozytnym Egipcie, Sumerze, Grecji i Rzymie. Okazalo sie, ze temat ten bardzo ja zainteresowal szczegolnie w powiazaniu z chrzescijanstwem.
A wszystko zaczelo sie od tego, ze kiedy po raz pierwszy zlozyla mi wizyte w moim mieszkaniu, zafascynowaly ja moje papirusy na scianach jak i wszystkie egipskie "eksponaty", ktore wypelniaja moje mieszkanie.
Jako, ze Dora jest katoliczka zdziwilo ja, ze na moich scianach nie ujrzala zadnego obrazu czy krzyza. Byla swiecie przekonana, ze kazda Polka to katoliczka. Wyjasnilam wiec jej, ze i owszem bylam wychowana w tej wierze ale pewnego dnia odkrylam, ze cos mi tutaj nie pasuje. Zaczelam czytac Biblie i ... Okazalo sie, ze wiele histori zaczerpnieto tam ze starozytnych cywilizacji. Malo tego, caly kult zydowsko-chrzescijanski zostal oparty na obrzedach starozytnego Egiptu.
Poczatkowo sluchala tego z niedowierzaniem ale kiedy jej pokazalam Ksiege Umarlych, zapisy roznych mitologii nagle powiedziala: " Wiesz Katrin, ty masz racje! Jak ja to czytam, co bylo napisane tysiace lat przed Izraelitami,to jasno wynika, ze oni to wszystko poprostu zerzneli z Egipcjan".
Jak jej opowiedzialam historie Echnatona, ktory po raz pierwszy w calej historii ludzkosci ustanowil jednego boga RA, to juz sama sobie dospiewala, skad sie wzial pomysl na jednego boga u Izraelitow...:)))
Wszystkie te informacje tak ja zaciekawily, ze teraz czyta wszystkie moje notatki, ksiazki, oglada filmy dokumentalne ktorych mam cale mnostwo i robi sobie notatki. Kiedy ma jakies watpliwosci czy niejasnosci dzwoni do mnie lub poprostu wpada, (mieszka na szczescie niedaleko mnie) i dyskutujemy.
Dla mnie to frajda moc sie z kims dzielic swoimi wiadomosciami i prowadzic dyskusje. W koncu wymiana pogladow rozwija nasze horyzonty myslowe. A jesli to jeszcze dotyczy krainy RA - to jestem w siodmym niebie, (jesli takie istnieje) :))))
Podczas naszych spotkan, (a widujemy sie codziennie), dyskutujemy na wiele tematow, ale przede wszystkim o starozytnym Egipcie, Sumerze, Grecji i Rzymie. Okazalo sie, ze temat ten bardzo ja zainteresowal szczegolnie w powiazaniu z chrzescijanstwem.
A wszystko zaczelo sie od tego, ze kiedy po raz pierwszy zlozyla mi wizyte w moim mieszkaniu, zafascynowaly ja moje papirusy na scianach jak i wszystkie egipskie "eksponaty", ktore wypelniaja moje mieszkanie.
Jako, ze Dora jest katoliczka zdziwilo ja, ze na moich scianach nie ujrzala zadnego obrazu czy krzyza. Byla swiecie przekonana, ze kazda Polka to katoliczka. Wyjasnilam wiec jej, ze i owszem bylam wychowana w tej wierze ale pewnego dnia odkrylam, ze cos mi tutaj nie pasuje. Zaczelam czytac Biblie i ... Okazalo sie, ze wiele histori zaczerpnieto tam ze starozytnych cywilizacji. Malo tego, caly kult zydowsko-chrzescijanski zostal oparty na obrzedach starozytnego Egiptu.
Poczatkowo sluchala tego z niedowierzaniem ale kiedy jej pokazalam Ksiege Umarlych, zapisy roznych mitologii nagle powiedziala: " Wiesz Katrin, ty masz racje! Jak ja to czytam, co bylo napisane tysiace lat przed Izraelitami,to jasno wynika, ze oni to wszystko poprostu zerzneli z Egipcjan".
Jak jej opowiedzialam historie Echnatona, ktory po raz pierwszy w calej historii ludzkosci ustanowil jednego boga RA, to juz sama sobie dospiewala, skad sie wzial pomysl na jednego boga u Izraelitow...:)))
Wszystkie te informacje tak ja zaciekawily, ze teraz czyta wszystkie moje notatki, ksiazki, oglada filmy dokumentalne ktorych mam cale mnostwo i robi sobie notatki. Kiedy ma jakies watpliwosci czy niejasnosci dzwoni do mnie lub poprostu wpada, (mieszka na szczescie niedaleko mnie) i dyskutujemy.
Dla mnie to frajda moc sie z kims dzielic swoimi wiadomosciami i prowadzic dyskusje. W koncu wymiana pogladow rozwija nasze horyzonty myslowe. A jesli to jeszcze dotyczy krainy RA - to jestem w siodmym niebie, (jesli takie istnieje) :))))
Tagi:
dnia.
To dziwne a zarazem fascynujace... On biegnie od zawsze i jakos sie nie starzeje.. Ciagle rytmicznie biegnie, nie dostaje zadyszki - w przeciwienstwie do nas :)
Czasami sie zastanawiam dlaczego w zaleznosci od sytuacji - nabiera zawrotnego tempa lub zwalnia nieomalze do tempa zolwia, by nie powiedziec, ze stanal w miejscu. A przeciez wiadomo, ze zawsze on plynie w jednakowym tempie....
Miniony tydzien minal mi w tak zawrotnym tempie, ze az mnie w pewnym momencie szoklo! Dzialo sie tak dlatego, ze mialam mnostwo terminow w kazdym dniu i to po kilka, ze czesto musialam niczym "rakieta" biegnac z jednego spotkania na drugie. Najwazniejsze jednak dla mnie jest to, ze udalo mi sie wszystkie przeszkody pokonac i nie zawalilam niczego. Jestem z siebie zadowolona :)))
A teraz mam juz wieczor i dopiero teraz udalo mi sie usiasc do kompa. Siedze ale jestem zmeczona. Jednak zwariowane tempo calego tygodnia daje o sobie znak. Ale zaraz ide pod prysznic i wskakuje w objecia Morfeusza. W koncu jutro tez jest dzien...:)))
Czasami sie zastanawiam dlaczego w zaleznosci od sytuacji - nabiera zawrotnego tempa lub zwalnia nieomalze do tempa zolwia, by nie powiedziec, ze stanal w miejscu. A przeciez wiadomo, ze zawsze on plynie w jednakowym tempie....
Miniony tydzien minal mi w tak zawrotnym tempie, ze az mnie w pewnym momencie szoklo! Dzialo sie tak dlatego, ze mialam mnostwo terminow w kazdym dniu i to po kilka, ze czesto musialam niczym "rakieta" biegnac z jednego spotkania na drugie. Najwazniejsze jednak dla mnie jest to, ze udalo mi sie wszystkie przeszkody pokonac i nie zawalilam niczego. Jestem z siebie zadowolona :)))
A teraz mam juz wieczor i dopiero teraz udalo mi sie usiasc do kompa. Siedze ale jestem zmeczona. Jednak zwariowane tempo calego tygodnia daje o sobie znak. Ale zaraz ide pod prysznic i wskakuje w objecia Morfeusza. W koncu jutro tez jest dzien...:)))
Tagi:
biegnie i biegnie...:)))
No i nadeszly jesienne dlugie wieczory. Mysle, ze to nawet dobrze, bo mam mozliwosc wiecej w domu zrobic i jednoczesnie wiecej czasu przeznaczyc na zbieranie informacji. Bo same ksiazki nie daja mi na biezaco informacji, co sie juz zmienilo, co nowego odkryto.
Poza tym lubie pore jesieni szczegolnie taka, jaka mam obecnie. W dzien swieci sloneczko jest cieplo. Kolorowe liscie mienia sie w blasku slonka tak pieknymi barwami, ze trudno oderwac od nich oczu. Wszystko wokol jest tak kolorowe, ze az dech zapiera.
Dzisiaj zrobilam sobie wycieczke do parku. Pojechalam w swoj ulubiony zakatek, siadlam na lawce i wglebilam sie w ksiazke, ktora oczywiscie wzielam ze soba. Nie wiem ile czasu minelo bo czytajac zapominam o calym swiecie, kiedy nagle uslyszalam nad soba kobiecy glos: "czy moge sie przysiasc?" - Naturalnie - odpowiedzialam bez zastanowienia, bo przeciez to nie jest moja prywatnosc, i z usmiechem powiedzialam - Prosze :) Spojrzalam na moja rozmowczynie ktora siadla wlasnie obok mnie. Z wygladu miala jakies 60 - 65 lat, byla zadbana kobieta ale w jej wzroku malowal sie smutek. Mialam nieodparte wrazenie, ze ta kobieta przysiadla sie do mnie po to, aby moc ze mna porozmawiac. Wokol stalo tyle pustych lawek a ona siadla wlasnie przy mnie. Przez pewien czas siedzialysmy w milczeniu a ja czulam jej niema prosbe "porozmawiaj ze mna". Spojrzalam na nia i powiedzialam: "pieknie natura wyglada w barwach jesieni, prawda?"
- O tak, slicznie - odpowiedziala nieznajoma i w jej oczach przez chwile rozblysla iskierka radosci. Zrozumialam, ze ta kobieta czuje sie samotna i chce poprostu porozmawiac. Zamknelam ksiazke i powiedzialam: "Uwielbiam tutaj przychodzic o kazdej porze roku. Kazda ma swoje uroki ale mysle, ze jesien najpiekniej tu wyglada". Szczerze mowiac nie wiedzialam, czy kobieta podejmie temat. W duchu jednak pomyslalam, ze "podalam jej reke". Bedzie chciala rozmawiac, to... No i klaplo. Kobieta spojrzala na mnie niedowierzajaco przez chwile przygladajac mi sie uwaznie, a po chwili uslyszalam: "Ma pani racje, tutaj rzeczywiscie jest pieknie o tej porze roku". I tak zaczelysmy ze soba rozmawiac. Okazalo sie, ze jest wdowa od prawie 11 lat. Ma dwojke doroslych dzieci ale oboje wyjechali do USA jeszcze zanim zmarl jej maz. Przeszla na emeryture i teraz czuje sie z roku na rok coraz bardziej samotna. Zeby nie popasc w depresje poprostu wychodzi na ulice i chodzi godzinami bez celu. Szczerze mowiac bylam mile zaskoczona, ze w ogole tyle mowila mi o sobie. Niemcy nie lubia zawierac znajomosci z obcymi, a juz z pewnoscia nie mowia o swoich prywatnych sprawach. W ich naturze lezy, ze z kazdym moga jesli juz, to rozmawiac o pogodzie,polityce czy sporcie. Nic wiec dziwnego, ze mowi sie o nich jako "narodzie zamknietym w sobie".
Sluchalam jej opowiesci i bylo mi jej zal, zwyczajnie zal. To musi byc okropne uczucie zyc w wielkim miescie gdzie na ulicy mija sie tysiace osob, a mimo to, czuc sie okropnie samotnie az do bolu.
W sumie przegadalysmy ponad trzy godziny i gdyby nie chlod ktory coraz bardziej dawal sie nam we znaki i zapadajacy juz zmierzch, pewnie rozmawialybysmy jeszcze dluzej :))) Zaczelysmy sie zegnac i nagle pani Dorothe zapytala mnie: "Czy bedzie nietaktem jesli zaprosze pania np. w niedziele do siebie?" Spojrzalam na nia niedowierzajaco, bo po raz pierwszy w ciagu 20-tu lat tutaj, calkiem nieznana mi osoba chce zaprosic mnie do siebie. Nie moglam jej odmowic tymbardziej, ze w jej pytaniu bylo wiecej niemego blagania niz prosby. - Wspaniale, tak mi sie z pania przyjemnie rozmawialo, ze chcialabym jeszcze. Ale rozmowy w parku o tej porze nie sa najlepszym pomyslem wiec chetnie zapraszam pania do siebie. Zrobimy sobie kawke z jakims ciastem i w cieple bedziemy mogly sobie pogawedzic. O ktorej godzinie moze sie pani u mnie pojawic?".
Tak wiec umowilysmy sie na 13-ta, dala mi swoja wizytowke, ja jej podalam moj nr. telefonu i komorki, pozegnalysmy sie. Wskoczylam na rowerek i wrocilam do domciu.
Teraz siedze sobie i mysle o tym calym spotkaniu. Ciagle mi sie nie miesci w glowie, ze ta kobieta tyle mi opowiedziala o swoich prywatnych w koncu sprawach, a juz jej zaproszenie zupelnie mnie zaskoczylo. Predzej bym sie spodziewala gromu z nieba jak zaproszenia od nieznajomej Niemki. Jak widac, cuda sie zdarzaja i to, co nam sie wydaje nierealnym snem, staje sie rzeczywistoscia. Jestem ciekawa, jakie bedzie nasze spotkanie jutro...:)))
Poza tym lubie pore jesieni szczegolnie taka, jaka mam obecnie. W dzien swieci sloneczko jest cieplo. Kolorowe liscie mienia sie w blasku slonka tak pieknymi barwami, ze trudno oderwac od nich oczu. Wszystko wokol jest tak kolorowe, ze az dech zapiera.
Dzisiaj zrobilam sobie wycieczke do parku. Pojechalam w swoj ulubiony zakatek, siadlam na lawce i wglebilam sie w ksiazke, ktora oczywiscie wzielam ze soba. Nie wiem ile czasu minelo bo czytajac zapominam o calym swiecie, kiedy nagle uslyszalam nad soba kobiecy glos: "czy moge sie przysiasc?" - Naturalnie - odpowiedzialam bez zastanowienia, bo przeciez to nie jest moja prywatnosc, i z usmiechem powiedzialam - Prosze :) Spojrzalam na moja rozmowczynie ktora siadla wlasnie obok mnie. Z wygladu miala jakies 60 - 65 lat, byla zadbana kobieta ale w jej wzroku malowal sie smutek. Mialam nieodparte wrazenie, ze ta kobieta przysiadla sie do mnie po to, aby moc ze mna porozmawiac. Wokol stalo tyle pustych lawek a ona siadla wlasnie przy mnie. Przez pewien czas siedzialysmy w milczeniu a ja czulam jej niema prosbe "porozmawiaj ze mna". Spojrzalam na nia i powiedzialam: "pieknie natura wyglada w barwach jesieni, prawda?"
- O tak, slicznie - odpowiedziala nieznajoma i w jej oczach przez chwile rozblysla iskierka radosci. Zrozumialam, ze ta kobieta czuje sie samotna i chce poprostu porozmawiac. Zamknelam ksiazke i powiedzialam: "Uwielbiam tutaj przychodzic o kazdej porze roku. Kazda ma swoje uroki ale mysle, ze jesien najpiekniej tu wyglada". Szczerze mowiac nie wiedzialam, czy kobieta podejmie temat. W duchu jednak pomyslalam, ze "podalam jej reke". Bedzie chciala rozmawiac, to... No i klaplo. Kobieta spojrzala na mnie niedowierzajaco przez chwile przygladajac mi sie uwaznie, a po chwili uslyszalam: "Ma pani racje, tutaj rzeczywiscie jest pieknie o tej porze roku". I tak zaczelysmy ze soba rozmawiac. Okazalo sie, ze jest wdowa od prawie 11 lat. Ma dwojke doroslych dzieci ale oboje wyjechali do USA jeszcze zanim zmarl jej maz. Przeszla na emeryture i teraz czuje sie z roku na rok coraz bardziej samotna. Zeby nie popasc w depresje poprostu wychodzi na ulice i chodzi godzinami bez celu. Szczerze mowiac bylam mile zaskoczona, ze w ogole tyle mowila mi o sobie. Niemcy nie lubia zawierac znajomosci z obcymi, a juz z pewnoscia nie mowia o swoich prywatnych sprawach. W ich naturze lezy, ze z kazdym moga jesli juz, to rozmawiac o pogodzie,polityce czy sporcie. Nic wiec dziwnego, ze mowi sie o nich jako "narodzie zamknietym w sobie".
Sluchalam jej opowiesci i bylo mi jej zal, zwyczajnie zal. To musi byc okropne uczucie zyc w wielkim miescie gdzie na ulicy mija sie tysiace osob, a mimo to, czuc sie okropnie samotnie az do bolu.
W sumie przegadalysmy ponad trzy godziny i gdyby nie chlod ktory coraz bardziej dawal sie nam we znaki i zapadajacy juz zmierzch, pewnie rozmawialybysmy jeszcze dluzej :))) Zaczelysmy sie zegnac i nagle pani Dorothe zapytala mnie: "Czy bedzie nietaktem jesli zaprosze pania np. w niedziele do siebie?" Spojrzalam na nia niedowierzajaco, bo po raz pierwszy w ciagu 20-tu lat tutaj, calkiem nieznana mi osoba chce zaprosic mnie do siebie. Nie moglam jej odmowic tymbardziej, ze w jej pytaniu bylo wiecej niemego blagania niz prosby. - Wspaniale, tak mi sie z pania przyjemnie rozmawialo, ze chcialabym jeszcze. Ale rozmowy w parku o tej porze nie sa najlepszym pomyslem wiec chetnie zapraszam pania do siebie. Zrobimy sobie kawke z jakims ciastem i w cieple bedziemy mogly sobie pogawedzic. O ktorej godzinie moze sie pani u mnie pojawic?".
Tak wiec umowilysmy sie na 13-ta, dala mi swoja wizytowke, ja jej podalam moj nr. telefonu i komorki, pozegnalysmy sie. Wskoczylam na rowerek i wrocilam do domciu.
Teraz siedze sobie i mysle o tym calym spotkaniu. Ciagle mi sie nie miesci w glowie, ze ta kobieta tyle mi opowiedziala o swoich prywatnych w koncu sprawach, a juz jej zaproszenie zupelnie mnie zaskoczylo. Predzej bym sie spodziewala gromu z nieba jak zaproszenia od nieznajomej Niemki. Jak widac, cuda sie zdarzaja i to, co nam sie wydaje nierealnym snem, staje sie rzeczywistoscia. Jestem ciekawa, jakie bedzie nasze spotkanie jutro...:)))
Tagi:
nieznajoma w parku...:))



